Czy psy widzą duchy ?

Pewnie ten post poruszy ziemię. I wiele osób wypowie się na ten temat w różny sposób. Spodziewam się też negatywnych komentarzy bo nie każdy wierzy w takie cuda.
Szukając odpowiedzi na Internecie natrafiłam się na kilka ciekawych wypowiedzi, wiadomo zdania są podzielone. Sama postanowiłam co nieco napisać na ten temat. Doświadczyłam różnych wydarzeń w swoim życiu związanych z duchami. Mam nadzieje że tekst nie wywoła oburzenia. Jest to tylko moje zdanie, a wiadomo ile ludzi tyle różnych zdań. Post jest dość długi i jeśli ktoś chce się wypowiedzieć na ten temat to z chęcią zapraszam do komentowania po przeczytaniu posta. Nie będzie również zdjęć duchów czy coś w tym stylu, jeśli ktoś na to liczył :)  A jeśli ktoś nie lubi i ma zamiar napisać złośliwy komentarz to proszę takie osoby o wyjście stąd :)
Zanim w domu pojawiła się Szasta, miałam psa - Puszka. Mieszkał on na dworze, ale nie obyło się bez spacerów. Miał kojec i ocieplaną budę. Więc, raczej nie ma co do czego się przyczepić. Sytuacja zdarzyła się raz, ale mocno zapadła mi w pamięć.

To były początki lata. Spacerowałam z Puszkiem do działek i wracałam inną, dłuższą drogą. Któregoś dnia Puszek stanął jak nigdy na drodze polnej i zaczął szczekać i ujadać! Najeżył się - pierwszy raz widziałam takie zachowanie u niego. Mimo że ważył około 10 kg nie dało się go ruszyć. Ciągnęłam go a on nic. Stał i ujadał w jeden punkt. Dałam za wygraną i spytałam się go "Co tam widzisz, bo ja nic tam nie widzę". Suszi zauważył że tam jestem, ale tylko na moment. Po tym, zaczął się wyrywać i tak jakby chciał rzucić się na coś czego ja nie widziałam. Przestraszyłam się. Miałam ochotę go tam zostawić i uciekać. Ale zostałam i zaczęłam go prosić żeby przestał. Popatrzyłam w stronę ulicy, zobaczyć czy ktoś na nas patrzy. Odwróciłam się i zobaczyłam kogoś ale za chwilę tam nikogo nie było. Puszek ujadał, piana wokół pyska się zrobiła. To już było ponad moje siły, szarpnęłam go mocniej wzięłam na ręce i zaczęłam uciekać do domu ! Daleko nie miałam do domu. Puszek przez moment jeszcze szczekał mi na rękach. Ale po chwili przestał. Trochę jeszcze trząsł się ale przeszło mu.
Aktualnie chodzę tam codziennie z Szastą i kilka razy zdarzyła nam się dość podobna sytuacja tylko w innych częściach. Często Szasta siada i ujada jeżąc się. Teraz nie boję się ale kiedyś byłam wystraszona.

Dla zmiany napiszę teraz sytuację z Ivą. Moja mama latem poszła na nockę do pracy. Szasta wtedy leżała ze mną na łóżku a kot sobie spacerował po mieszkaniu. W pewnym momencie Iva siadła z metr od drzwi i patrzyła się na nie. Nie było to dla mnie dziwne. No ale ona wstała i zaczęła wspinać się po ścianie. Ok, prostowała swoje kości itd. Do momentu jak nie zauważyłam że kot łasi się do głaskania. Nie, nie ocierała się o ścianę. Ocierała się o coś co było w powietrzu. Wyglądało to tak jakby ktoś ją głaskał po głowie, ale tam nic nie widziałam. Wystraszyłam się, zaczęłam gadać do kota co robi, przestań, chodź tu. Kot jeszcze chwilę łasił się do głaskania do kij wie czego! Ale przyszła do mnie już mrucząc. Siedziałam na łóżku tak wystraszona że nie miałam zamiaru ruszyć się przez jakiś czas z niego.
Kto ma kota ten wie że mają one swoje zwieszenia. Iva ma je dość często a czasem ma takie że na nic nie reaguje. Na głaskanie, na szczypnie, na zakrywanie oczu. Kot wyłączył się i patrzy się w ten punkt. Wiele razy patrzyłam tam gdzie on i nic nie widziałam. Ani pajęczyny, ani pająka no nic ! Ale obrałam pewną taktykę. Na lekcji religii nauczyciel mówił o tym że kiedyś poczuł przenikliwe zimno, powiedział "szczęść Boże" i ustąpiło. Wzięłam się na ten sposób przy kocie. Bam, kot budzi się z transu po tych słowach. Teraz jak widzę że kot zawiesza się, mówię "szczęść Bożę" a kot dalej robi to co robi.
Czas na trochę historii związanych z Szastą. Z nią miałam dość trochę przeżyć, teraz mnie nie dziwi jej dziwne zachowanie czy strach z byle czego, czy szczekanie na nic.
Wiele razy zdarzyło się że pies bał się wejść do pokoju, czy przejść między pokojem a kuchnię. Jak musiała przejść to robiła to baaardzo szybko, mniej więcej tak samo jak przechodzi obok odkurzacza. Gdy sytuacja zaczęła się powtarzać zaczęłam trochę się bać. To nie było normalne zachowanie. A to zmiana i pies boi się przejść na korytarz żeby iść na dwór. Mija kilka miesięcy i Szasta boi się wejść na łóżko, kuli ogon i jak tylko może ucieka byle to już. Wygląda wtedy jak by nie wiadomo co tam było, oczy przerażone, uszy skulone, cała spięta - gotowa do ucieczki.
W domu również zdarzało się szczekanie na ścianę albo na krzesło w kuchni. Kilka razy już szłam do kuchni wystraszona bo pies stoi i na coś warczy i szczeka- ujada. Wiadomo, nic tam nie ma, pewnie coś jej się ubzdurało czy coś. Było to w pewnych chwilach straszne, szczególnie wtedy gdy byłam sama w domu. Stwierdziłam że muszę to ignorować, zignorowałam i zaczęłam psa zajmować w tym czasie. Po 15 minutach wszystko było w normie.
Ten moment gdy idziesz z psem po polach, totalne pustkowie, nikt nie chodzi a pies postanawia urządzić piękną serenadę ujadając na coś przed sobą ! W pierwsze chwili jakieś dzikie zwierzę, ktoś z daleka idzie albo jedzie rowerem i pies daje sygnał - nie podchodź bo ugryzę. Fakt, nikt nie szedł nikt nie dawał znaków życia, nawet zwierząt widać nie było. W tym momencie byłam zesrana i nie wiedziałam co zrobić. Jedyne wyjście - pies na smycz i powrót do domu. W tym momencie można było wyczuć dziwną atmosferę i uczucie jak by ktoś obserwował. Szasta dalej swoje robiła mimo zapięcia na smycz. Dopiero po oddaleniu się kilka metrów pies się uspokajał i był zadowolony - bo obronił panią. Tylko przed czym ? W dodatku prawie codziennie chodzę tymi polnymi i takie sytuację zdarzają się co jakiś czas. Chyba że ma to miejsce w lesie to wtedy dostaje powera w du** i uciekam byle szybciej do budynków.
Tą sytuację co opisałam przy Puszku, gdzie teraz w sumie polna jest odwiedzana codziennie, Szasta miewa swoje napady wściekłości i ujada. Ostatnio przeszła samą siebie. Cała stanęła sztywno, zjeżyła chyba całą sierść jaką miała na sobie, zaczęła szczekać. Potem usiadała i zaczęła ujadać. Już przyzwyczajona, zaczęłam mówić do niej "Tam nic nie ma", "Ja tam nic nie widzę", "No chodź do domu". Tym razem to nie wychodziło. Szasta mimo mojego ciągnięcia upierała się i warczała i pod szczekując dość mocno. Dawała znać, że ten ktoś ma się nie zbliżać do nas. Obracała się i szczekała do momentu zasłonienia jej tego miejsca. Potem przestała i cisza. Pies wrócił do normy, zamerdała ogonem, ale jeszcze upewniała się czy coś tam jest, bo się obracała.

Mieszkam na wsi więc pies na dworze mnie nie dziwi. Buda, kojec to jest norma. Każdy pies ma różne warunki do życia. Kilka lat temu gdy co miesiąc umierała 1-2 osoby na wsi, psy zachowywały się dziwnie. Zaczęły wyć i to wszystkie psy. Na początku jakoś nie zwracałam uwagi na to bo psy przeważnie wyły jak słyszały pogotowie albo straż. Któregoś dnia zwróciłam uwagę na to jak te psy wyją. Wyły całkiem inaczej niż zazwyczaj. Za kilka godzin albo na następny dzień dowiedziałam się albo przeczytałam z klepsydry że dana osoba zmarła. Sytuacja się powtórzyła i starałam się pamiętać o której psy wyły i w jaki sposób. Każdy przypadek który zapamiętałam sprawdzałam i po jakimś czasie pytałam się o której ta osoba zmarła. Potwierdzało się moje myślenie, że psy w jakiś sposób czuły odejście danej osoby.

Czy duchy istnieją ?
Moim zdaniem, tak. Duchy istnieją. Co prawda na co dzień ich nie widzimy ale możemy je wyczuć, szczególnie ich energię. Chodź są osoby które je widzą, wyczuwają. Tak jak dzieci do któregoś roku życia widzą duchy. Często można poczuć dziwną energię na cmentarzach czy też w miejscu w którym osoba zmarła a my o tym nie wiemy. W snach duchy zmarłych odwiedzają nas, chodź tutaj to jest nasza wyobraźnia i pamięć o tej osobie.
Chodząc do kościoła czułam jak ktoś za mną siada i się modli, w rzeczywistości nikogo nie było tam, ale ja czułam oddech na szyi i to że ktoś tam siedzi. Będąc młodsza, pod kościołem spotkałam kota, zaczęłam go wołać ale on był jakiś dziwny, przezroczysty. Widziałam przez niego dalszą drogę. A potem jak gdyby nic kot wszedł w ścianę kościoła.
W domu również czułam aktywność duchów. Kiedy zmarła babcia, przez dłuższy czas wyczuwałam że ktoś z nami jest, pies z kotem również zachowywali się dziwnie ale nie było szczekania czy coś. Kiedyś nawet spadły garnki z szafki, nie wystraszyłam się bo wiedziałam że to ktoś z rodziny przyszedł mnie odwiedzić.
Nawet ostatnio ktoś wpada w odwiedziny do nas bo słyszę skrzypienie drzwi od łazienki. Pies wtedy śpi ze mną na łóżku a kot leży obok i mruczy pod kołdrą. Więc, nie możliwe jest żeby któreś z nich otwierało drzwi od łazienki.
Czy psy widzą/wyczuwają duchy ? 
Jestem zdania jak najbardziej na TAK ! Tak jak wierze w duchy to i wierze w to że i psy czy koty a także inne zwierzęta je wyczuwają albo widzą. Te historie które opisałam wyżej, potwierdzają to że psy jednak widzą więcej od nas, czują więcej niż człowiek. Kto nie wierzy ten będzie miał odmienne zdanie tak jak że, psy słyszą dźwięki których ludzkie ucho nie słyszy, a psa to nawet może drażnić i dlatego szczeka. Albo że, w ścianie jest jakieś zwarcie i pies to czuje i szczeka na to miejsce. Tyle ile ludzi tyle różnych zdań.

A Wy mieliście jakieś przygody z duchami ? Wierzycie w takie sprawy jak duchy ?


Komentarze

  1. Pomimo, że post był długi przeczytałam cały bo bardzo mnie zainteresował. Lubię czytać o takich paranormalnych zjawiskach. Są ludzie którzy często czują obecność duchów (np. Ty) i są tacy którzy nigdy czegoś takiego nie doświadczyli. Czasem słyszę uginanie podłogi jakby ktoś chodził po domu, niekiedy Daisy zaczyna się jeżyć i szczekać na polach ale też kiedy umarł mój pies cały czas było czuć jego obecność a koty czasem nagle uciekały.
    Pozdrawiam
    daisy-crazyworld.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny post, powiem, że mnie strasznie zaciekawił ;) Najbardziej mnie przeraziła (?) ta sytuacja z kotem łaszącym się do tej niewidzialnej postaci, albo ten przezroczysty kot... Nela też czasami ma swoje odpały i szczeka patrząc w ścianę, albo nagle w nocy zaczyna ujadać, ale dla mnie to nic dziwnego bo wystarczy, że usłyszy jakiś szmer z dworu i od razu zaczyna się akompaniament :P Jednak nigdy nie miałam takiej sytuacji z duchami. To znaczy przypomniała mi się jedna, gdy siedziałyśmy z dziewczynami w szkolnej piwnicy (układałyśmy rekwizyty ze szkolnego teatru) i nagle rękaw kurtki wiszącej na wieszaku sam się podniósł dość mocno do góry i opadł... moja koleżanka też to widziała, nie było tam żadnego przeciągu ani nic. Albo kiedyś wieczorem byłam w łazience i nagle usłyszałam że ktoś puka do drzwi (od łazienki) ja odpowiedziałam "zajęte", a później jak wyszłam to pytałam się kto chciał wejść bo słyszałam pukanie to dostałam odpowiedź, że nikt nie pukał :/. Dobra, rozpisałam się na inny temat trochę, powracam do sedna sprawy. Ja zgadzam się z Tobą jak najbardziej, również uważam, że psy czy koty widzą duchy lub po prostu jakoś czują ich obecność bo nie raz słyszy się takie historie. Ja również w nie wierzę.
    Pozdrawiamy! ;) Domi & Nela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygodę z łazienką również przeżyłam :) Tylko że w tym czasie byłam sama w domu i nieźle się zestresowałam :D

      Usuń
    2. O matko, to się nie dziwię że się zestresowałaś :o Na zawał bym padła hahah

      Usuń
    3. blisko było xd nigdy tak wcześniej z łazienki nie wybiegłam :D

      Usuń
    4. Mam tak jak chodze do piwnicy, ciagle slysze czyjes ruchy i kroki, ostatnio nawet (to bylo poznym wieczorem) szlam z moim psem na dworze obok krzyża i ktos mnie złapał za reke a Tofik zaczął szczekac i chodzic za mna. Mówiłam "dosc" ze ta osoba ma mnie puścić ale nikogo tam nie było

      Usuń
    5. Mam tak jak chodze do piwnicy, ciagle slysze czyjes ruchy i kroki, ostatnio nawet (to bylo poznym wieczorem) szlam z moim psem na dworze obok krzyża i ktos mnie złapał za reke a Tofik zaczął szczekac i chodzic za mna. Mówiłam "dosc" ze ta osoba ma mnie puścić ale nikogo tam nie było

      Usuń
  3. Zaintrygowałaś mnie już samym tematem postu. Wydaje mi się, że psy faktycznie mogą nie tyle widzieć, co wyczuwać jakieś zjawiska, których my nie dostrzegamy. Kolo i Nela potrafią czasem szczekać zupełnie bez powodu - no ale mam nadzieję, że nasz dom nie jest nawiedzony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama do końca nie byłam przekonana do opublikowania tego postu ale jednak raz się żyje :)
      Dom na pewno nawiedzony nie jest :P ale jakieś byty pewnie od czasu do czasu się kręcą :P

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy post, uwielbiam czytać podobne historie mimo, że sama nie za bardzo w to wierzę, to bardzo mnie to interesuje :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Post naprawdę interesujący,a ja osobiście lubię o takich rzeczach czytać.Sama nie raz o mało co nie dostałam zawału-tak to jest jak mieszkasz z dwoma kotami i psem.Akurat byłam sama w domu w nocy kot obok mnie śpi,pies w nogach a drugi kot siedzi na łóżku i się na coś namiętnie patrzy.Oczywiście jak to jak nie spałam,ponieważ mój strach jest duży :p a takie sytuacje mi w niczym nie pomagają.Z resztą często moje koty się patrzą na coś czego ja nie widzę,pies zacznie szczekać,a nie nie wiem o co mu chodzi.Jednak najbardziej dla mnie przerażającą sytuacją było kiedy mój pies-Iron zaczął się nagle cieszyć i patrzeć na "coś" co musiało stać przed nim...
    W łazience zawsze staram się być krótko,opowieści z nią związane mnie zbyt przerażają.Kolejną moją sytuacją było kiedy to nagle zgasiła się żarówka w korytarzu,a zaznaczę nie przepaliła się ponieważ ją zapaliłam z powrotem.
    Pozdrawiam
    Natalia&Iron

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żarówka na korytarzu też mi znana :) Tylko że ja ją zgasiłam a ona była zapalona nadal a potem tak jak by wybuchła. Wyszłam z domu w tempie bardzo szybkim. Jak wróciłam to bałam się. Światło się nie paliło bo było zgaszone a jak pstryknęłam włącznik światło było :) tego dnia każde pomieszczenie było oświetlone :D

      Usuń
  6. Sam tytuł minie bardzo zainteresował. Czy ja wierzę w dychy? Tak. Od pewnego czasu (czasami bo nie zawsze)myjac głowę w łazience czyje czyjąś obecność. Tak jakby stała ona za mną i się na mnie patrzyła. Oczywiście gdy popatrzę w lustro to nic tam nie ma. Choć czasami tak jest ze czuje czyjś wzrok ale kiedy jestem poprostu w łazience. Za to moja koleżanka miała sytuację gdy była sama w domu. Poszła zamknąć drzwi za rodzicami. Zamknęła. Poszła gdzieś i zaraz wraca a tu drzwi otwarte. I tak kilka razy. Co do sytuacji z psem. Schodząc po schodach klatki schodowej suka czasami potrafi usiąść i patrzeć się przedsiebie. A przy tym nie poruszy się na krok. Ujadanie na ciemności również mamy za sobą.

    Pozdrawiam
    Skundlowani.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do łazienek, ja kiedyś się myłam i ktoś dotknął mnie w talii. Wybiegłam z pod wody jak poparzona, zabrałam tylko ręcznik żeby się okryć i nie stać naga na środku kuchni xD

      Usuń
  7. Bardzo fajny pomysł na post! Lubię słuchać o duchach, jednak z czasem naprawdę mi odpływa krew z twarzy. Szczególnie jak opowiadają ludzie o swoich przeżyciach, gdzie kiedyś gdzieś widzieli ducha zmarłej osoby z rodziny. Czy duchy istnieją? Nie wiem co na to powiedzieć. Czasami wydaje mi się, że tak działa ludzka wyobraźnia, ale mimo wszystko nie mam konkretnego zdania na ten temat.

    Ujadanie na kogoś w lesie też przeszłam. Fadzior zazwyczaj reaguje sztywną postawą ciała i warczeniem na osobę, której nie zna, która się naprzykrza. Tak też się stało właśnie podczas spaceru, tylko wtedy nikogo nie było. Byliśmy sami obok wejścia do lasu. Cóż, wystraszyłam się i stwierdziłam, że jednak w tym dniu wystarczy nam spacer po centrum wsi.
    Pozdrawiamy, Biscuit Life!

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny post! Kiedys gdy wychodzilam z lazienki, spojrzalam na zegarek w kuchni-byla rowns polnoc, ide do pokoju z ktorego nagle wyskakuje Sonia, najezona jak cholera, ujada z tak ogromna zacietoscia. Niezle sie najadlam strachu, balam sie odezwac. Zaraz wstali moi rodzice, zapalili swiatla, a ja sie rozplakalam, nie wiedzislam co wie stalo. Za moment skruszona So wtula sie we mnie. Kiedy omocje opadly poszkam spac, a jako iz mam mocny sen-rano dowiedzialam sie ze tej nocy spadla miska, ktora praktycznie nie mala prawa upasc samoistnie. Jakby tego bylo malo, tej samej nocy rozstali sie przyjaciele moich rodzicow, ktorych Sonia dobrze znala, bo czesto do nas przychodzili. Ostatnio bedac u dziadkow, Sonia nagle zerwala sie ze snu i pobiegla najezona do kuchni, patrzyla sie w jeden punkt, w ktorym nie bylo nic szczegolnego. Pare razy, gdy bylam sama w domu, i siedzialam z Sonia w salonie odrabiajac lekcje lub ogladajac cos na telefonie, pies z nikad zrywal sie, stawal na sktaju salonu i najezal patrzac w strone kuchni. So staje tak chwile, a nastepnie skruszona przybiega do mnie.
    Rowniez w wierze w istnienie duchow i demonow...
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam cały post i jestem w szoku. Mimo że sama nie miałam większych tego typu sytuacji, Twoje historie na prawdę utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak zwierzęta mają "to coś" czym różnią się od ludzi i w pewnych momentach dostawałam gęsiej skórki. Podobno psy potrafią widzieć i poczuć to, czego my nie jesteśmy w stanie dostrzec. Wielokrotnie udowadniano, że dzięki spostrzeżeniom psów pracujących z chorymi ich stan nie pogorszył się, a w ciągu kilku minut od zmiany stanu zdrowia chory mógłby umrzeć. Bez wątpienia można stwierdzić, że psy są na prawdę niesamowite! :)

    Pozdrawiamy
    http://z-zycia-owczarka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obok mnie mieszkała starsza Pani która miała trzy koty. Prawdopodobnie w dni jej śmierci koty chciały wejść do mieszkania i bardzo głośno miauczały a jak ktoś do nich podchodził to były gotowe się rzucić. Gdy zmarła, przez 3 dni dokarmiałam koty z kolegą. Po 3 dniach koty znikły i więcej ich nie widziałam.

      Usuń
  10. Wow, ale masz przejścia! Ja nigdy nie doświadczyłam niczego takiego, więc nie będę się wypowiadać, bo nie wiem, czy to istnieje czy nie. Fajnie, że napisałaś ten post i się tym podzieliłaś :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie osobiście najbardziej przeraziła historia z Puszkiem i Ivą, na prawdę dziwne i straszne sytuacje. Mi nigdy nic takiego się nie przytrafiło, chociaż czasem moja kotka Łatka dziwne patrzy się w jeden punkt, zazwyczaj jest to na balkonie, nie idzie wtedy jej ruszyć siedzi i się gapi na coś czego ja nie widzę.

    Ale dziwne sytuacje przytrafiły się mojej sąsiadce i jej suczce Kropce.

    Opowiadała mi ona kiedyś, że jak szła nieruchliwą drogą z Kropką to pies nagle odwrócił się za siebie i z podkulonym ogonem zaczął uciekać w stronę domu, sąsiadka mówiła że myślała że to był jakiś człowiek albo pies ale nic tam nie było. Taka sytuacja zdarzyła się 3 razy.

    Albo inna historia która zdarzyła się gdzieś na początku tych wakacji, około godziny 20 kiedy Kropka była na podwórku strasznie zaczęła na coś szczekać i warczeć, sąsiedzi wyszli widzieli Kropkę na przeciwko ogrodzenia ujadającą na coś, ku ich zdziwieniu niczego tam nie było.

    OdpowiedzUsuń
  12. Interesujący post. Nie miałam aż tylu takich przeżyć, co Ty, choć oczywiście kilka razy czułam się obserwowana, ale tłumaczyłam to sobie moją paranoją. Wiadomo, kiedy człowiek robi coś, co nie do końca powinien, czuje się obserwowany. A potem może już mu tak zostać w niektórych sytuacjach.
    Stukaniem i pukaniem akurat się nigdy nie przejęłam. I czemu zawsze coś musi pukać w drzwi łazienki, jeśli już? ;P Bardziej ekstremalne rzeczy działy się wtedy, kiedy oglądałam ostatnie pięć minut (tak mi się wydaje) pierwszego odcinka anime ,,Kuroshitsuji”. Ze świecznika spadła świeczka, tak samoistnie. Trzeba przypomnieć, że to było w nocy i żadne okno nie było otwarte. Zresztą, gdyby było uchylone, to bym się zorientowała. Poszłam ją wstawić z powrotem. Upewniłam się, że stabilnie stoi, lada chwila się nie wywróci oraz nie zabierze ze sobą innych świeczek. Wróciłam do oglądania. Nie minęła minuta i spadła druga świeczka, inna, a potem trzecia. To było dziwne, przyznaję – zwłaszcza że w ,,Kuroshitsuji” demon Sebastian (tia, Ciel mu nadał niezłe imię, po psie ;D) zdmuchnął świeczki w podobnym świeczniku pod koniec albo na końcu (dokładnie nie pamiętam) odcinka.
    Pies mojego brata potrafi czasami dostać szału z byle czego i przed czymś uciekać. Albo gonić – cokolwiek oznacza na przykład bieganie wkoło samochodu. Raz się nawet próbował pod nim za wszelką cenę schować. Jak nie z jednej strony próbował wejść, to z drugiej. No ale on już chyba tak ma. Nudzi mu się i chce pobiegać. Pamiętam, jak wytrzasnął skądś jakiś badyl, przyniósł mi go, a jak tylko się ruszyłam, zaczął przede mną uciekać. Albo czasami jak idę, specjalnie czeka, aż przejdę spory dystans, żeby za mną biec.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy nowy czytelnik i komentarz to duża motywacja do dalszego pisania :)