Jazda autem z psem

Myślałam przez jakiś czas jak ująć to wszystko w słowa. Jak opisać jazdę autem z psem. Jak to ogarnąć żeby to było zrozumiałe. Dla mnie jest to normalna część życia, że pies jeździ ze mną autem. U mnie na wsi nie ma komunikacji miejskiej jeśli chcesz dostać się do miasta musisz jechać autem. Po części jest to czasem nie wygodne i naprawdę czasem jest ciężko ogarnąć psa i sytuację na drodze. Ale najgorszy był pierwszy raz, potem to już tylko szło gładko.
Zanim zrobiłam prawo jazdy, jazda autem odbywała się tylko gdy jechaliśmy do weterynarza. Mama nie chętnie lubi jeździć z psem w aucie. No ale jak trzeba było no to jeździła. Zawiozła mnie nawet kilka razy do miasta na spacer. Byłyśmy nawet nad Kolorowymi Jeziorkami z Szastą.
Ale gdy zrobiłam prawo jazdy zaczęłam sama jeździć z psem. Nie powiem, z mamą jeździło mi zdecydowanie lepiej. Ona kierowała a ja zajmowałam się psem. Gdy pierwszy raz jechałam sama i Szasta to droga była straszna. Pies się wiercił, stawał i obracał się. Nie mogła usiedzieć w miejscu. Ale jak dojechaliśmy na miejsce jakoś to poszło. Nie powiem dużo stresu było, ale dałam radę !
Zabrałam się za to fatalnie i poszłam na głęboką wodę z Szastą. Zamiast przyzwyczaić psa że od tej pory będziemy jeździć same to wzięłam pierwszą droga nad wodę i było kiepsko. Pies się kręcił, chciał wyjść. Zdjęła pół maty z siedzenia, oblizała szyby z dwóch stron, zaczęła mnie zaczepiać koło szyi. Było ciężko, ale dojechałam z piesem i cieszyłam się chwilą. Zaczęłam martwić się o powrót ale był lepszy niż przyjazd. Pies był padnięty bo szaleństwach nad wodą.
Za kilka dni znowu wyjazd z psem nad wodę. Tym razem było lepiej, ale pies się kręcił aż ogarnęła jak odpiąć pas. Od tamtej pory każda jazda kończy się odpiętym pasem. I wolnością psa który z lewej do prawej spaceruje. Siada na chwilę i za moment przemieszcza się w drugi kąt auta. Jakieś wyjście jest ale niebezpiecznie.  Chodź ma moment że pół drogi przesiedzi patrząc się przez okno jak by była w jakimś teledysku :) Klatka w aucie wychodzi z gry ze względu na małe auto. Więc muszę się póki co zadowolić psem odpinającym pas.
Pies padł. Spacer po kolorowych Jeziorkach udany ! (2015 rok) 
Mimo tego pasa to Szasta zaczęła siedzieć grzecznie od momentu nauczenia się tego. Pies siądzie i siedzi patrząc się przez okno pojękując. Ale w pewnym czasie jazd, pies ma problem z wejściem do auta. Zapiera się jak osioł i nie chce wejść do niego. Na masz, na chodź nie reaguje nawet za kawałek jedzenia nie wejdzie, a o kamieniu mogę zapomnieć ! Po 5 do 10 minut przekona się i wejdzie i to i tak waha się czy wejść do auta. Nie wiem skąd się to wzięło, jeśli wcześniej pies w sumie wbiegał do auta zanim otworzyłam czy odsunęłam siedzenie.
Jako tako u nas jazda autem wygląda w miarę dobrze. Mam zamiar to poprawić bo czasem jest to denerwujące. No ale na wizytę u weterynarza czy wyjazd nad wodę to raptem 10 do 15 minut jazdy autem. W tym roku chce z Szastą podjechać kilka razy do miasta na socjalizację i ogarnięcie psa w aucie. Na wakacje wiadomo wyjazdy nad wodę o ile nie podejmę się pracy to wtedy tylko na weekend i to o ile znajdę w sobie siły. Na dalsze wycieczki nie planuje zabierać Szasty ze względu na to że jazda z nią jest dość ciężka, lecz gdy jechała z nami nad Kolorowe Jeziorka to kręciła się z 20 minut a potem położyła się i leżała. Drogę powrotną w sumie przespała biedaczka, no ale tyle wyspacerować to już dawno nie spacerowała. Wtedy jeszcze nie okazywała starości ale teraz już pokazuje że starość powoli ją dotyka. Więc wyjazd nad wodę czy na miasto jest jak bardziej dla nas :) Blisko domu i w każdej chwili możemy wrócić. A przeważnie Szasta spędzi 2 czasem do 3 godzin na mieście potem to już tylko piszczy. A jak piszczy to znaczy że już chce do domu wracać. I z tym jeszcze ani razu się nie pomyliłam :)
Pierwsza jazda w tym roku planowana jest w ferie, kolejna pewna przejeżdża w marcu do weterynarza i potem już tylko nad wodę i póki gorąco się nie zrobi to nad wąwóz myśliborski.

A jak u was wygląda jazda autem z pupilem ?



Komentarze

  1. U nas z jazdą samochodem nie ma problemu, dla Daisy to zwyczajna rzecz, tak jak wyjście na spacer czy coś, bo praktycznie co kilka dni gdzieś jeździmy. Dobrze że u Was jest już z tym opanowana sytuacja :).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy nowy czytelnik i komentarz to duża motywacja do dalszego pisania :)