Internetowe absurdy

Ostatnio na Internecie głównie na facebook'u pojawiają się posty różnego typu. Można znaleźć bardzo miłe zdjęcia i opisy, przydatne pomocne posty ale i te które niestety powodują milion komentarzy i to często nie miłych. Bywa i tak że ktoś szuka odpowiedzi na pytanie jest zbywany, na coś innego w sumie o nic powstaje gównoburza. Kilkakrotnie oburzyły mnie posty, ale nie reagowałam na nie. Szłam dalej, oglądając zdjęcia zwierząt czasem znajomych albo jakiś wydarzeń. Ale przy niektórych zostawałam na dłużej i czytałam co mają do powiedzenia inni ludzie na ten temat. Rzadko kiedy udzielałam się, chodź czasem mi się zdarzyło zostać i brać udział w dyskusji.
Ten post nie ma na celu nikogo obrazić, jest to moja własna obserwacja psiego i kociego świata. Moim zdaniem są to rzeczy absurdalne bo każdy ma swoje życie i zasady. Przedstawię kilka swoich przemyśleń na sześć ciekawych tematów, które są cały czas poruszane. Mam nadzieje, że przeczytacie do końca, bo post jest dość długi :)

1. Wychodzące koty
Wielokrotnie spotkałam się z postami żeby kota nie puszczać samopas na dwór, tylko na szelkach i smyczy. Bo jeśli puszczamy kota to wystawiamy go na pewną śmierć. Bo kot powinien być w domu. Spotykałam koty w domu ale każdy wie że koty to koty, mają swoje ścieżki i chodzą nimi. Koty od zawsze mieszkały na dworze a od czasu do czasu przychodziły do domu. Głównie kot kojarzy się z wolnością i łapaniem myszy. W tym wypadku mam inne zdanie, bo kot nie powinien być zamknięty w domu. Owszem który nie chce iść sam na dwór to go nie zmuszajmy, wtedy szelki i smycz i takiego wyprowadzać albo zrobić wolierę. Ale koty które same wychodzą, nie potrzebują właściciela. Wychodzą i wracają po jakimś czasie. Więc, nie rozumiem dlaczego nagle ludzie popadają w taką skrajność i jak widzą kota wychodzącego bez szelek i smyczy to robi się wielkie halo. Bo kot tamto, bo kot narażony na coś tam, bo kotu krzywda się może stać, ktoś może ukraść i wiele innych pomysłów.
Odkąd pamiętam w domu zawsze były koty, co prawda nie mieszkały z nami w domu bo były to koty podwórkowe. Gdy zgłodniały wracały do domu żeby je nakarmić, czasem nie wracały tydzień czasu a pod drzwiami można było znaleźć mysz albo ptaka którego kot upolował. Przez jakiś czas kota żadnego nie miałam, dopiero kilka lat temu przygarnęłam małego kotka do domu głównie z powodu takiego że mieszkam na wsi i ten kot jednak w domu to wybawienie od gryzoni polnych. Miał to być kot nie wychodzący. Niestety, instynkt mojej kotki był straszny, gdy tylko była okazja uciekała z domu. Wiele razy wróciła do domu pogryziona i odbywało się dodatkowe wizyty u weterynarza. Po jej pierwszej rui miałam ją wysterylizować, ale pech chciał że "spieprzyła" przez okno na dwór. Do sterylizacji doszło i każdy myślał w tym weterynarz że popęd na ucieczki jej zniknie, jednak nie. Mama postanowiła że jak tak bardzo pragnie biegać po dworze to ja wypuszczaliśmy. Wracała zawsze na noc do domu. Niestety stało się tak a nie inaczej że kota straciłam. Ale jakoś nie widzę przeszkody żeby koty wychodziły same na dwór. Teraz mam Ivę, kot całkowicie nie wychodzący jedynie na smyczy. Na dwór sama nie wyjdzie, najdalej to siądzie na parapet z drugiej strony i będzie niuchać, ale i tak na to jej nie pozwalam bo wiem że ona nie da rady jak by się wystraszyła i uciekła. Chodź jak mam okno otwarte to tylko kładzie się tak żeby wiatr wiał na nią i leży ale nie ma ochoty uciec.
Więc, moim zdaniem zamykanie kota w domu który ma chętkę na spacery jest złe, bo jak kot znajdzie sposób na ucieczkę to ją znajdzie ale wtedy może nie wrócić przez dłuższy czas albo i wcale.

2. Pies mieszkający na dworze/ kojec/ buda
W tym temacie to kilka razy się odezwałam. Tylko dlatego, że miałam takiego psa podwórkowego. Tylko dlatego że trafiła mi się alergia na sierść i cóż, żeby nie oddać go, pies trafił na podwórko, większego żalu nie widziałam u psa, a raczej większą radość.
I tu się zaczynają schody, bo jeśli masz psa który miesza na dworze  w kojcu  albo w budzie to nie masz serca, albo co lepiej na co ci ten pies jeśli on mieszka na dworze. Chodź widziałam jeszcze wypowiedź że taka osoba nie kocha psów a lubi się nad nimi znęcać. No, moim zdaniem to jest już wielka przesada. Bo są psy które nie mają ochoty mieszkać w domu bo jest im za gorąco, albo po prostu cenią sobie przestrzeń. Ludzie kupują psy obronne, nie tyle co obronne ale do pilnowania posesji czy zakładu/firmy. Nie widzę w tym nic złego, bo jeśli pies ma kojec gdzie ma zapewniony cień w lato, dobrze zasłonięty kojec tak aby wiatr nie wkradł się tam czy też żeby nie wiało do budy. Albo ocieplona na zimę buda. Nie widzę w tym nic złego, bo to też dobre rozwiązanie dla osób z alergią które nie mogą mieć psa w domu a mają możliwość trzymania go na dworze.
Więc, moim zdaniem wielka panika bo pies na dworze bo on ma źle, warunki okropne i trzeba słać TOZ. Tak, rozumiem że, nie każdy pies ma raj na ziemi, ale jeśli osoba która zapewnia dobre warunki na dworze i ma ten kojec albo budę, spacery poza podwórkiem i zawsze pełną miskę to dlaczego ludzie się czepiają? Może ktoś zna na to odpowiedź.

3. Ta karma to syf bierz tą  (...)
I w tej chwili pada milion nazw karm która kupić, co z tego że za 12 kg trzeba zapłacić 200 zł a nawet i 300 zł, masz kupić tą karmę bo psa karmisz zapychaczami, albo najlepiej BARF. Mokre jedzenie ? To tylko (...) kolejne milion nazw. Dlaczego ta karma (...) a nie ta (...). Bo tak jak byś ty jadł/ła non stop w McDonaldzie.
Osobiście nie kupiłabym karmy na tą chwilę powyżej 150 zł, jestem jeszcze na utrzymaniu mamy więc taka karma wychodzi z gry. I czasem internauci przesadzają. Okej, sama wiem że marketówki są nie dobre dla psa, chodź sama karmiłam swoją przez kilka lat karmą Friskies. I nie widzę w tym nic złego, bo czasem tak wybrzydza z karmą że teraz co miesiąc mamy inną karmę. I wciąż nie ta, od czasu do czasu kupuje 3 kg worek Friskies żeby zaczęła jeść, surowe kości, czy kości i łapki z zoologicznego  w sumie sprawy nie załatwiają. Mięso to tylko z mięsnego a od czasu do czasu do karmy dam saszetkę z Friskies. I naprawdę nie widzę w tym nic złego że pies jada takie rzeczy. Nie każdy ma na tyle gotówki żeby ją wydać na jedzenie dla psa. Czasem finanse spadają i trzeba na jakiś czas przejść na marketówkę, przecież pies nie będzie głodował.
Doradzanie, doradzaniem ale wpychanie komuś karmy powyżej budżetu nie jest miłe. Więc trochę trzeba nad tym panować. No ale, w miarę często można takie coś spotkać. W sumie można to nazwać, karm tym psa a nie tym. Lub musisz karmić tym psa bo jak nie to zdechnie.
A ktoś pomyślał o psach ze schronisk ? Dostają tanią karmę - marketówki, puszki też nie lepsze. I jakoś te psy żyją, czasem i całe życie są tym karmione. Nie mają tam karm z wysokiej półki, czasem się trafi ale nie zawsze. Psy żyją, mają lśniącą sierść, ładne qpy, kamień nazębny jest ok że nie wymaga to czyszczenia. Pies pełen energii, żyje i ma chęć do życia. Ale zauważyłam że nie bardzo patrzą na to ci którzy tak mówią że to Ty karmisz psa złą karmą. A trzeba też patrzeć na tych potrzebujących. Chyba że jak ktoś żyje na pokaz to wtedy kupuje karmę w cenie takiej że hohoh. No ale to całkiem inna kwestia.
4. Ubieranie psa
Ten temat wciąż  jest poruszany i poruszany. Dlaczego ubieramy psa ? Gdzie mogę kupić kombinezon? Gdzie mogę kupić (...)? Przecież psów się nie ubiera. Psy mają sierść i nic im więcej nie potrzeba. Głupia jesteś że psa ubierasz. Weź mu to zdejmij a nie robisz z psa pajaca.
I tym podobne bla bla bla. Mimo że mam psa z podwójną okrywą włosową to czasem dupka jej się zatrzęsie z zimna. Mimo że nie mam żadnych ubrań dla niej i chciałabym mieć kilka rzeczy ale jeszcze niestety fundusz mi na to nie pozwala :) A pies nie jest mały a duży i ceny w tym wypadku są duże.
Jeśli trzeba psa ubierać, ubierajcie go. Szkoda latania potem do weterynarza i leczenia na różne choroby bo pies się przeziębił albo coś, lepiej jednak zakupić jakieś ubranko. Można powiedzieć, dmuchanie na zimne. Pies z sierścią też czasem potrzebuje dodatkowej ochrony przed zimnem. Sama w przyszłości chce takiego psa którego będzie trzeba ubierać, inaczej się nie da.

5. Adoptuj nie kupuj
Przecież jest tyle psów w schronisku. Masz tyle fundacji do wyboru, daj takiemu dom a nie kupuj. Miłość może nie kosztować. Kundelek gorszy ? Po co kupujesz ? A jest z ZKwP? Wiesz coś o tej rasie ? Po co bierzesz takiego psa jeśli nie zapewnisz mu warunków. Po co mnożyć jak jest tyle szczeniaków i psów w schronisku. Albo chcesz kupić psa pewnie z pseudo.
I tak źle i tak nie dobrze. Chcesz kupić psa z hodwoli to źle bo jest tyle psów w schronisku. Ale jeśli ktoś szuka psa konkretnej rasy to nie wciskajmy mu bo pies ze schroniska jest lepszy bo bardziej kocha i będzie oddany. Trzeba zrozumieć że większość osób szuka psy o danych predyspozycjach czy też od dawna marzy o danej rasie. Ok, uświadamiać trzeba co to pseudo ale bez przesady że jak ktoś kupił psa z pseudo to od razu je popiera. Są ludzie którzy nie są świadomi że istnieje takie coś.
Warto spytać czy pies ze schroniska będzie odpowiadać ?  I przede wszystkim czy taka osoba ma doświadczenie z psami, a nie porwie się z motyką na księżyc. I wyjdzie co do czego że pies wróci do fundacji lub schroniska bo osoba sobie z takim psem nie poradzi. Albo będzie kolejne ogłoszenie oddam psa z powodu (...) różnych, bo w tym wypadku może być ich wiele.

6. Tylko hodowle FCI
Kupuj tylko psa z ZKwP TYLKO! Inne hodowle to pseudo albo coś co nie powinno istnieć. Chcesz kupić psa z tej organizacji ? Popierasz pseudo ?! Hodowca nie powiedział ci o tym ? Pewnie pseudo. Odpowiedź jak najbardziej trafna i jest to ZKwP. Masz psa z Kennel Club ? Jak to tak ! (Mowa tu o brytyjskim związku kynologicznym, co często ludzi wprowadza w błąd)
Za wiele nie mam co tutaj pisać bo każdy wie o co chodzi. Sama nie popieram pseduo bo w sumie mam psa stamtąd, wtedy nie wiedziałam co i jak z czym się je. Teraz wiem i jestem mądrzejsza niż byłam w tej kwestii. No ale właśnie, tylko FCI. Ale są przecież inne jeszcze organizacje, w której organizowane są wystawy. Mioty są sprawdzane, mają zapewnioną opiekę weterynaryjną, mają warunki hodowlane i wiele innych, więc dlaczego są dyskryminowane. Samo FCI nie jest do końca takie święte i super jak by się wydawało.
A co jeśli ktoś ma psa z innej organizacji bo FCI nie uznaje tej rasy tak jak owczarki staroniemieckie ? Przecież są hodowle i ludzie mają z nich właśnie psy. Jest kilka dobrych hodowli z PFK więc to też jest pseudo ? A z tego co widzę to są renomowane hodowle. A co z rasą Catahula Leopard Dog ? Przecież w Polsce mam jedyną hodowlę tej rasy. I nie należy ona do FCI bo rasa nie jest uznawana w tej organizacji. Co z resztą ras które nie są uznawana w FCI a są uznawane w innych organizacjach? Jak to wtedy wygląda mając psa z PFK ? Może i FCI jest najstarszą organizacją ale mamy też inne również wiekowe organizacje. Które działają i mają podobne warunki hodowlane.
Więc co w tym wypadku się dzieje ? Że mamy psa nie z FCI a mamy z PFK i jest to pies który nie jest w spisie ras w FCI ? Może ktoś odpowie na moje pytanie :)

Komentarze

  1. Nie trzeba być ekspertem żeby zauważyć, że środowisko psiarzy jest mocno podzielone. Dla mnie na samym początku było to dość szokujące. Nie sądziłam, że ludzie z podobnymi pasjami mogą podchodzić do siebie tak agresywnie (mowa o niektórych psiarskich grupach na fb). Czasem mam wrażenie, że ludziom strasznie brakuje empatii i tolerancji. A szkoda... życie psiarzy byłoby wtedy przyjemniejsze.

    Pozdrawiam
    bialymaltan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to wynika z tego, że dla każdego pies pełni inną rolę i nie każdy potrafi zaakceptować to, że dla kogoś pies może znaczyć coś innego niż dla nas samych.
      Jeżeli ktoś traktuje psa jak członka rodziny, a dba o to, żeby karmić swoją rodzinę jak najlepiej, to nie dziwne, że zwróci uwagę komuś, kto karmi psa kiepską karmą. Przyjęło się, że psa trzeba kochać, że to najlepszy przyjaciel człowieka, rodzina, więc kuje nas w oczy, jak widzimy, że ktoś traktuje swojego psa inaczej, w naszej ocenie gorzej.

      Usuń
  2. Zgadzam się z każdym twoim zdaniem :)
    Raz udostępniłam na fejsie stronę schroniska i pewna osoba napisała że już mnie nie lubi, za to, że zachęcam do adopcji kundelków. Nie wiem, coś w tym złego? Nie rozumiem niektórych ludzi. Sama trzymam psa w kojcu i nie widzę w tym nic złego, pies jest duży, musi być w kojcu, oczywiście ma dostęp do świeżej wody...

    Śliczne zdjęcia <3
    Pozdrawiam,
    www.majlus.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzi czasem nie da się zrozumieć. Za jakąś pierdołę potrafię się doczepić. Ja też nie widzę nic złego w trzymaniu psa w kojcu. Jeśli ma warunki odpowiednie to czemu nie ?

      Usuń
  3. A ja się przyznam bez bicia że moja suka ma budę z łańcuchem , zwykłym , metalowym łańcuchem z budowniczego . I co ? Jestem okrutna ? Zła ? Nie kocham zwierząt ? A wystarczy spytać żeby się dowiedzieć że nie mogę psa puszczać po podwórku luzem nonstop. Sytuacja mieszkaniowa mi na to nie pozwala ale w takim razie dlaczego wzięłam psa ? Dręcze go ? Katuje ? Psiarze to okrutni ludzie pełni zawiści i życiowej "mądrości " którą kochają się dzielić na prawo i na lewo a czasi wystarczy zapytać a nie wczynać gównoburze . Jedna pani z grupy zaczęła wyzywać mnie i moich rodziców dlatego że pies w lato nie może spać w domu a w zimę wchodzić do wszyatkich pomieszczeń ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek przyczepi się do wszystkiego. Do mnie kiedyś na photoblogu jakaś dziewczyna przyczepiła się dlaczego mam psa na dworze i fala oskarżeń jaka to ja nie jestem. Nie zareagowałam bo wiem lepiej jak traktuje swojego psa i wiem ze zapewniałam mu dobre warunki :)

      Usuń
    2. mam chociaż nadzieje ,że ten łańcuch nie waży 3 kilo ,tylko jest lekki ,bo jednak to spore obciążenie dla karku psa

      Usuń
    3. A może warto zamienić łańcuch na kojec? Pies ma wtedy większy metraż, w którym może przebywać, nigdzie nie ciąży żaden łańcuch. :)
      Pozdrawiamy! | Biscuit Life

      Usuń
    4. Karina, nie ma co się denerwowac, ale łańcuch nie jest dobry. Dlaczego nie kojec? Może warto o nim pomyśleć?
      Pozdrawiamy, ekipa Klucz do psiego umysłu

      Usuń
  4. U nas problem wolnożyjacych kotów jest ogromny, kiedy kotki mają ruję nie da się spać w nocy, bo koty tak hałasują, że budzą nawet osoby z najmocniejszym snem. W ogrodzie śmierdzi kocimi szczochami i odchodami, koty załatwiają się nie tylko w kwiatach, ale też między warzywami i krzakami z owocami... Jak narodzą się już maluchy to też spać się nie da, bo głośno nawołują swoją matkę, która często nie wraca, więc bez pomocy człowieka kocięta są skazane na pewną śmierć. Dorosłe koty też często zbyt długo nie żyją, regularnie widuję rozjechane na ulicy. Nie popieram wypuszczania kotów na zewnątrz, ale jeżeli ktoś już musi to niech chociaż wykastruje swoje zwierzę.
    Swoją drogą nie do końca przekonuje mnie tłumaczenie, że jak kot chce sobie chodzić swoimi ścieżkami, to mu na to pozwalajmy. Jest wiele ras psów, które też mają szczególne predyspozycje do szwendania się w samotności, ale ludzie jednak starają się ich pilnować, więc nie rozumiem dlaczego z kotami robią inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, kotki z rujami są czasem tak denerwujące i po nocach nie da się spać. Chodź u mnie na wsi jest dużo kotów i tylko na wiosnę jest ten problem. Ale tak, na cały rok mogę spotkać kota przejechane który pierwszy raz wyszedł z domu w sumie uciekł. A koty które żyją na dworze mają się dobrze, najstarszy osobnik ma 10 lat już.
      Mam takie zdanie tylko dlatego że miałam kota który za nic w świecie nie usiedział w domu. Pilnowany jak oka w głowie dosłownie spieprzał jak tylko nadarzyła się okazja, nawet wychodząc z domu potrafiła przeskoczyć psa i tyle było widać kota, wracała za kilka dni pogryziona i zadowolona. Biorąc ją na spacery na smyczy, przegryzła smycz i to był moment i kot w długą poszedł.

      Usuń
    2. Też miałam kiedyś kota, którego bardzo trudno było upilnować. Skończył prawdopodobnie pod kołami samochodu. Od tamtego razu postanowiłam, że nie wezmę kota dopóki nie będę mieć odpowiednio zabezpieczonego domu. Posiadanie kota nie jest obowiązkiem, a skoro już się go ma, to fajnie zadbać możliwie najlepiej jak się da o jego bezpieczeństwo, a już totalne minimum to kastracja.

      Usuń
  5. Całkowicie się zgadzam. Moj pies też jest w kojcu, bo dziadkowie z którymi mieszkam nie wyobrażają sobie psa w domu.z karmami to samo czasem nie ma kasy, zeby kupić takie frykasy za kilka stów

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie, to prawie ze wszystkim się z Tobą zgodzę, ale ja np. nie lubię, gdy koty sąsiadów czy jakieś zupełnie obce łażą mi po podwórku a nawet parę razy zdarzyło się, że weszły do domu. Przez takie wypuszczanie kotów samopas również jest problem nadmiernej ilości bezdomnych zwierząt... Gdybym miała kota to myślę, że raczej bym go nie wypuszczała, ale no - każdy może mieć inne zdanie :) Super zdjęcia!
    smallshaggy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawda jest taka, że tyle ile jest ludzi tyle będzie osobnych zdań dotyczących danego tematu. Trzeba to, nie zrozumieć (bo czasami się nie da), a zaakceptować. To jest jedyna droga do względnego tolerowania się na lini właściciel - właściciel / psiarz - psiarz. Sama mam psa kojcowego w dodatku labradora. I o matko jak kiedyś zostałam zjechana za to na labradorowej grupie. Teraz na to nie zwracam uwagi. Nie interesuje mnie kto co mówi na temat tego jak się opiekuję moim psem. Wiem, że na ten moment robię wszystko dobrze, nie ma się źle, nie ma krzywdy. Żyje nam się dobrze i tyle. Z kolei nie każdego stać na zakup dla psa frykasów za kilka stów gdzie to żarcie pójdzie bardzo szybko i 2 stówy były, a po miesiącu nie ma, a różnic w zachowaniu, pielęgnacji etc. psa nie widać. By uniknąć niepotrzebnych gównoburz warto ograniczać internety. Gdy się posiada szczeniaka to też warto się do tego zastosować bo każda Kryśka i Zośka zechce ci dawać porady.

    A co do kotów, sama chciałabym mieć kiedyś brytyjczyka, maine coon lub bengala. Dopóki mieszkam z rodzicami to kota nie będzie, ojciec nie lubi takich sytuacji jak już napisała Natalia; obszczane kwiatki i wgl. Odkąd mamy psa jest to zjawisko niszowe, ale jednak. No a co do kwesti wyprowadzania 'kotów na spacer' to wydaje mi się, że wszystko zależy od zamieszkania. Nie wyobrażam sobie mieszkać w bloku i wypuścić psa na podwórko by ten sobie biegał i 'róbta co chceta'. Na wsi, na przedmieściach to jednak co innego. Z kolei znam takie koty, że się nie oddalają od właścicieli. Wszystko chyba zależy od danych czynników, a przede wszystkim od kota.
    Pozdrawiamy! | Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do kotów to maine coon i bengal są przeurocze i poniekąd w planach na przyszłość :) Ja z tymi obszczanymi kwiatkami nie miałam nigdy problemu, nawet gdy na wspólnym podwórku były koty.
      Akurat mieszkanie w blogu i puszczanie psa samopas to u mnie na wsi jest normalne i bardzo denerwujące, ale nie wiele można z tym zrobić bo jakie kolwiek słowa czy też służby nie działają bo nie ma dowodu na bieganie psa luzem.

      Usuń
  8. Mam zupełnie, totalnie identyczne zdanie jak Ty!
    Jakieś 2-3 lata temu prowadziłam bloga. Wtedy jeszcze karmiłam psa karmą Puffi (podobny skład do Pedigree lub Chappi). Dwie osoby po prostu jeździły po mnie! Pisały, że jestem okrutna, bo trzymam psa na łańcuchu, że karmię psa gównem, że nie mam serca... Wiesz, wtedy po prostu płakałam, bo co mogła zrobić 9 latka w takiej sprawie? Nie miałam pieniędzy, warunków, nie znałam się tak dobrze na psach. Teraz karmię psa karmą Brit, jest to karma z średniej półki, ale mój portfel nie płacze. Mój pies ma ogromną budę, do której szczerze mówiąc nawet ja mogę wejść :D i łańcuch 6m. Znowu będą hejty, że łańcuch, ale po 1 - nie mam warunków do trzymania psa w domu, po 2 - pies ma często zapewnione długie spacery, nie jest na łańcuchu zbyt długo, taki tryb życia mu pasuje.
    Co do "Nie kupuj, adoptuj!" również się zgodzę. Jeśli ktoś kupuje psa do konretnego sportu, o konkretnych predyspozycjach - kupuje rasowego. Co nie zmienia faktu, że z kundelkiem też można stanąć na podium lub ćwiczyć jakiś sport.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejt na Ciebie za łańcuch :P żarty żartami ale tak jest, nie obejdzie się bez hejtu. Możesz psa trzymać w najlepszych warunkach na dworze ale znajdzie się osoba której to nie będzie pasować i się przyczepi.
      Nie powiedziałam tego że kudnelki są złe ! Bo również z nimi można stanąć na podium to fakt :)

      Usuń
  9. Co do karm. Moje, może okrutne, zdanie jest takie, że psy powinny mieć osoby, które stać na ich utrzymanie. Karmiąc psa tanimi, supermarketowymi karmami skazujesz go na choroby, np. cukrzycę, oraz nowotwory. Powiedz mi czy to jest takie absurdalne, żeby krytykować pożywienie, które przyczynia się do przedwczesnej śmierci psa?

    Jeśli natomiast chodzi o psy mieszkające na zewnątrz. Prawda jest taka, że 99% tych psów ma za mało kontaktów socjalnych, za mało zajęć, nie wychodzi na spacery. A w dodatku wiele z tych psów jest na łańcuchu CAŁE ŻYCIE. Oczywiście, że każdy kto kocha psy, uzna, że to oburzające. Pisałam o tym co nieco tutaj: http://psaurok.pl/2016/05/24/podworko-vs-mieszkanie/

    Pozdrawiam,
    Gosia i Rocca
    psaurok.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dla mnie to absurdalne bo kiedyś nie było takich karm i karmiło się psa resztkami. Moja mama będąc mniej więcej w moim wieku na gospodarstwie mieli psy i karmili je resztkami i jakimś mięsem i psy dożywały 15-17 lat. Był zdrowie, silne nie wykazywały żadnych chorób. Zanim ja jeszcze byłam na świecie moi bracia mieli psa który był karmiony tym co w domu było i tanią karmą i pies dożył 15 lat nigdy nie chorował i był zdrowy.
      Dlatego jest to dla mnie absurdalne teraz, bo kiedyś nie było wyboru. A teraz? Wyboru karm jest masę, wiadomo te lepszą są lepsze. Ale nie popadajmy w to że pies ma lepsze jedzenie od ludzkiego.

      Usuń
  10. Troszkę się opisałam ostatnio na temat tego posta/u(?) na telefonie i z ciekawości sprawdzam, czy komentarz się dodał ale nie widzę :( Na pewno nie uda mi się dziś napisać wszystkiego jak ostatnio, tym bardziej o tej porze, ale spróbuję to odtworzyć. Na wstępie... Świetny post, w zupełności z wszystkim się zgadzam, ale nawiąże tylko do kilku punktów. Zacznę od kotów, które od kilku/nastu(?) lat są u mnie w domu. Nie wyobrażam sobie, żeby mój kot chodził na spacery na smyczy. Może i bym chciała, ale on nie zupełnie. Zakładając mu obrożę kładzie się i potrafi leżeć w bezruchu przez bardzo długo, nie próbowałam więcej niż 10min, bo było mi go szkoda, ale do tego czasu szło mu bardzo dobrze. O kojcu pisałam u siebie na blogu. Na końcu komentarza podam link do 2 postów- o kojcu i o tym, jak mój pies znalazł się u mnie (w sumie z pseudo). Karmy- bez bicia przyznam się że Sara je z sieciówek i ma piękną, lśniącą sierść a moi rodzice nie byliby w stanie zapłacić 200zł za karmę, z resztą tak samo jeśli chodzi o kupno psa z hodowli. Jeszcze raz: świetny post i podsyłam linki do postów.
    O tym, jak Sara znalazła się u mnie: http://saragsd.blogspot.com/2016/07/jak-to-sie-zaczeo.html
    O kojcu: http://saragsd.blogspot.com/2016/10/co-u-nas-i-o-kojcu.html
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  11. Do tej pory moje koty nie były kotami wychodnymi. I osobiście bym wolała by tak pozostało. Ale zobaczymy jaki będzie następny. ;)
    Nie każdy pies nadaje się do mieszkania na dworze jak i w domu. A jeżeli pies na dworze ma zapewnione godne warunki bytowe to dlaczego ma tam nie mieszkać? Wszystko zależy od sytuacji. Nie można wrzucać wszystkich w jedne ramy.
    Ach... z tymi karmami to też jest śmiesznie. Czasem się zdarza, że pies nie chce jeść karmy z najwyższej półki, a marketówkę wciąga nosem. No co zrobić? Piesek nie chce jeść zgodnie z pańciowskim widzi-misie. :P
    Ogólnie rzecz ujmując... zgadzam się z Tobą. Nie należy w żadnej kwestii przeginać i trzeba dostosować się do danej sytuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Długi ale wartościowy post. Ilu ludzi, tyle opinii...

    Sama mam koty wychodzące. Chętniej czy mniej, ale głównie z dwóch powodów: jest to zgodne z ich naturą a dwa: nie mam w okolicy asfaltu, na którym jakiś debil jadący 200-ką na godzinę, przetrąci moje zwierzę. Mieszkam w lesie. Wilk syty i owca cała :) Tylko myszy niestety mniej...;)

    Znam wiele psów, które mieszkają w kojcach i choć sama śpię z psem w łóżku i nie wyobrażam sobie zamknąć jej w budzie (zwłaszcza, że to pies po schronisku, który na widok budy przypomina sobie chyba te czasy) to nie oceniam innych. Niektóre psy wolą powietrze, niższe temperatury albo są zbyt niesforne na dom. Najważniejsze, żeby miały stały kontakt z człowiekiem i pełną miskę.

    Co do tańszych karm mogę mieć lekkie zastrzeżenie. To tak jak z ludźmi. Ktoś kto przez 10 lat je chisy i zupki chińskie też będzie żył. Ale na starość zaczną się problemy zdrowotne, które zaczną się sypać jeden po drugim. Teoretycznie to co jadł pies, wyjdzie po ok 6-7 latach. U kotów nagminnym problemem jest problem z nerkami. U psów pojawiają się alergie, nowotwory i podatność na infekcje. Jeżeli jest tylko wybór, to już lepiej dać psu coś gotowanego niż kupić marketówkę. To jest naprawdę syf...aleto wychodzi po latach. I tak, jak napisałaś-psy schroniskowe jedzą jeszcze gorzej. Właśnie dlatego często mają powracające stany zapalane, nadwrażliwość przewodu pokarmowego albo problemy z zachowaniem (bo na to żywienie również ma ogromny wpływ).


    pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdybym miała kota - a nie mam i nie zamierzam - mieszkałby w domu. Oprócz wyżej wymienionyc powodów dzikie koty mnożą się na potęgę i są zagrożeniem dla polskiej populacji żbika. Nie wiem gdzie żbiki żyją, ale mogą rozmnażać się z kotami które chodzą sobie luzem, bo "chcą".

    Marketówki. Mój pies w poprzednim domu jadł je całe życie, tak jak całe życie spędził w kojcu nie wychodząc z podwórka. Aktualnie je Joserę i makaron rano i wygląda bardzo dobrze, sierść jest o wiele lepsza, schudł, jest aktywniejszy. To nie jest tak że kogoś nie stać na lepszą karmę. Załóżmy że pies waży 20 kg i wtedy je ok. 4 kg Pedrigree na miesiąc, ale 2 kg Josery (nie wiem ile dokładnie) no i Josera wychodzi o wiele taniej, bo starcza na dłużej. Wystarczy wykonać kilka prostych obliczeń żeby dowiedzieć się ile zapłacimy za karmę na dzień, a ile kg zje pies w miesiąc.

    Ja jestem za FCI. Nie każda hodowla jest święta, i nie koniecznie chodzi tu o stowarzyszenie, ale o to jaki jest hodowca. Trzeba dowiedzieć się dużo o suce, ile rodziła, czy czasem nie co cieczkę, nasze podejrzenia powinno wzbudzić to że hodowca nie chce nam pokazać matki, warunków w jakich żyły szczenięta, czyli podstawowe rzeczy które sprawdza każda odpowiedzialna osoba szukająca psa dla siebie.

    Sama mam psa w kojcu, jestem całkowicie przeciw łańcuchom, nie ma w nich nic dobrego. Kojec jest o wiele lepszy, Dżeki mieszka w nim od zawsze, poza tym boi się śliskich powierzchni i stresuje się gdy jest w domu.

    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy nowy czytelnik i komentarz to duża motywacja do dalszego pisania :)